W skrócie
- W ostatnich dniach użytkownicy Google Maps w Warszawie natknęli się na obraźliwe i wulgarne nazwy popularnych punktów na mapie.
- Sprawą zainteresowało się Ministerstwo Cyfryzacji, które przeprowadziło analizę incydentu.
- Wiceminister zapewnił, że nie doszło do hakerskiego ataku ani zorganizowanej akcji dywersyjnej.
- Problem wynikał ze specyfiki algorytmów moderacyjnych Google, które nie nadążyły za działaniami użytkowników.
- Wszystkie nieodpowiednie nazwy zostały już usunięte, a systemy bezpieczeństwa – wzmocnione.
Mieszkańcy Warszawy, którzy w ostatnich dniach korzystali z Google Maps, mogli przeżyć niemałe zaskoczenie. Wiele popularnych lokalizacji w stolicy, od miejskich parków po ważne obiekty użyteczności publicznej, otrzymało w aplikacji skandaliczne, wulgarne nazwy. Sytuacja wywołała falę komentarzy w sieci, a internauci prześcigali się w publikowaniu zrzutów ekranu przedstawiających absurdalne oznaczenia na mapie miasta.
W obliczu narastającego zamieszania, głos w sprawie zabrało Ministerstwo Cyfryzacji. Wiceminister resortu odniósł się do doniesień, uspokajając opinię publiczną. Jak poinformowano, przeprowadzone analizy jednoznacznie wykluczają scenariusz cyberataku na infrastrukturę państwową czy też zorganizowaną akcję hakerską wymierzoną w polską stolicę. Zdaniem resortu, zaistniały incydent nie był efektem zewnętrznej ingerencji w systemy bezpieczeństwa, a raczej luką w mechanizmach weryfikacji treści dodawanych przez samych użytkowników.
Okazuje się, że problem leży w sposobie, w jaki Google Maps zarządza tzw. „społecznościową edycją map”. Algorytmy giganta technologicznego pozwalają użytkownikom na sugerowanie zmian w nazwach miejsc, co w teorii ma poprawiać dokładność danych. Niestety, w tym przypadku systemy automatycznej moderacji zawiodły, przepuszczając wulgarne i obraźliwe wpisy, które w krótkim czasie stały się widoczne dla tysięcy warszawiaków. Resort cyfryzacji podkreślił, że współpracuje z przedstawicielami firmy Google, aby podobne incydenty nie miały miejsca w przyszłości.
Obecnie sytuacja w warszawskim obszarze map Google jest już opanowana. Większość nieodpowiednich nazw została usunięta, a punkty przywrócono do stanu pierwotnego. Choć sprawa wywołała sporo emocji, eksperci zauważają, że była to głównie lekcja na temat słabych punktów systemów opartych na crowdsourcingu. Dla warszawiaków to sygnał, by z większą rezerwą podchodzić do danych w aplikacjach nawigacyjnych, które pozwalają na tak dużą swobodę edycji przez każdą osobę z dostępem do internetu.
